Uroczystość Zwiastowania Pańskiego
Od wielu lat, mam łaskę uczestniczenia w Eucharystii kilka razy w tygodniu. Zawsze przychodzę do kościoła pierwsza, zaraz po odprowadzeniu córki do szkoły. Kiedy trwam zanurzona w modlitwie, zaczynają się schodzić inne osoby. Nie jest ich wiele, więc rozpoznaję wszystkie, po dźwiękach, które towarzyszą ich wchodzeniu do świątyni. Jest pani, która porusza się bardzo energicznie, stawiając drobne, szybkie kroczki. Jest starsze małżeństwo, które używa specjalnych chodzików, uderzających dość głośno o posadzkę. Jest Pan, który wchodzi zaraz po biciu dzwonów, szeleszcząc swoimi nogawkami i pani z pękiem kluczy, które zawsze dają o sobie znać, przy położeniu ich na ławce.
To bogactwo odgłosów, które wydają poszczególne osoby, uświadamia mi nieustannie, jak bardzo różnimy się między sobą. Każdy z nas ma inny temperament, charakter, inaczej przeżywa swoją relację z Bogiem, inaczej się porusza, mówi. Są wśród nas osoby promieniujące energią, uśmiechnięte i te bardziej poważne, zadumane, wolniejsze. Są tacy, którzy muszą mieć wszystko zaplanowane i tacy, którzy idą na żywioł, wierząc, że sobie poradzą. Ta inność jest niezwykła, piękna. Mówi nam o tym, że każdy powołany jest do czegoś innego. Każdy w czymś innym się odnajduje, realizuje i poprzez to, co robi, daje coś z siebie bliźnim i światu.
Dzisiaj w Ewangelii widzimy Maryję, która wchodzi w wolności w Boży pomysł na Jej życie:
“Lecz anioł rzekł do Niej: “Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieli, a Jego panowaniu nie będzie końca” (...) Na to rzekła Maryja: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Wtedy odszedł od Niej anioł”. (Łk 1, 30-33, 38)
Myślę, że Maryja przygotowywała się do tej szczególnej chwili przez całe swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Ona musiała być rozkochana w Bogu, przekonana, że wypełnienie Jego woli jest czymś najlepszym dla Niej. Ona musiała pokładać całą swą młodzieńczą ufność w Panu, by być zdolną wypowiedzieć FIAT, by móc zająć, przeznaczone jej przez Boga, miejsce.
Każdy z nas dostał od Ojca Niebieskiego dar życia, po to, by uczynić z niego najwspanialszy użytek, by odkryć “to coś”, czym może przysłużyć się światu. Dotarcie do tych wewnętrznych pokładów i wydobycie ich na światło dzienne, w postaci bardzo konkretnych działań, jest, moim zdaniem, naszym najważniejszym zadaniem. Tylko w ten sposób możemy poczuć smak spełnienia i prawdziwego szczęścia. Tylko w ten sposób inni mogą karmić się pełnowartościowymi owocami naszych działań.
W drugim czytaniu słyszymy:
“Przeto Chrystus, przychodząc na świat, mówi: “Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę - w zwoju księgi napisano o Mnie – aby spełnić wolę, Twoją, Boże”. (Hbr 10, 5-7)
Chrystus, podobnie jak Maryja, wskazuje na to, co jest istotą naszego powołania, odkrywa to, czego pragnie od nas Bóg. Nasze modlitwy, dary, ofiary same w sobie nie mają żadnej wartości. Praktyki te mogą się Mu podobać jedynie wtedy, gdy łączymy je z nieustannym poszukiwaniem Jego woli, gdy do jej wypełnienia dążymy w naszym życiu.
Każdy z nas ma do zagospodarowania inny kawałek ziemskiej rzeczywistości. Jedni zostają lekarzami, inni rolnikami, jeszcze inni kapłanami czy przedsiębiorcami. W każdym przypadku jednak chodzi o to samo, by odkryć to, do czego wzywa On i przez to, co robimy nieść Jego chwałę w świat:
“Głosiłem twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich,
o czym Ty wiesz, Panie”. (Ps 40(39), 10)